Matka w obliczu wyzwania: pierwsze dni w przedszkolu. Wywiad z pediatrą

 

Cykl wywiadów przedprzedszkolnych zamyka rozmowa z pediatrą – bardzo rzeczowa, pełna konkretnych rad i wskazówek dla rodziców.

 

Na moje pytania odpowiada Izabela Bachniak – pediatra z dużym doświadczeniem, a prywatnie mama Lilianki i kobieta z pasją podróżowania, autorka bloga https://www.dzieckoizdrowie.pl/ i fanpage’a na FB Dziecko i Zdrowie.

 

 

Matka Wielodzietna (MW): Właściwie nie wiem skąd, ale wszyscy rodzice to wiedzą: przedszkole równa się choroby. Każda choroba równa się nerwy, zwolnienie, konieczność ponownej adaptacji. Nie wspominając nawet o tym, że nasze dziecko się męczy, a my razem z nim.  A jeszcze jak dziecko ma rodzeństwo – efekt domina murowany! Dlaczego przedszkolaki chorują?

 

Izabela Bachniak (IB): To prawda- pobyt naszych dzieci w żłobku czy przedszkolu bardzo często wiąże się z infekcjami, często niestety nawracającymi. Dziecko, które wcześniej nie miało tak intensywnego kontaktu z rówieśnikami, będzie chorować. Tak duża grupa dzieci na małej, często zamkniętej przestrzeni… łatwo sobie wyobrazić jak przenoszą sie patogeny (głównie wirusy) drogą kropelkową. Wystarczy jedno dziecko z katarem, następnego dnia choruje kolejne, a po kilku dniach choruje już połowa lub cała grupa.

Dziecko, które dotychczas spędzało głównie czas w domu, nie miało styczności z patogenami, z którymi skontaktować się w swoim życiu musi- a tego już nie unikniemy.

Ponadto większość dzieci rozpoczyna swoją przygodę z przedszkolem we wrześniu. Okres jesienno-zimowy jak wiemy to czas zwiększonej zachorowalności na infekcje. Wszyscy kaszlą i kichają. Nasze dzieci kontaktują się więc z patogenami chorobotwórczymi w żłobku, w przedszkolu, w tramwaju, na spacerze, w domu- wszędzie.

Chorując, dziecko nabiera odpornosci. Choroba bowiem to naturalna reakcja organizmu na patogen chorobotwórczy, z którym wcześniej organizm nie miał styczności. Często pocieszam rodziców, że najgorszy jest początkowy sezon żłobka czy przedszkola, z każdym kolejnym dziecko nabierając odporności choruje zazwyczaj coraz rzadziej.

Bardzo często tłumaczę zaniepokojonym rodzicom, że pewna ilość infekcji na rok jest w zakresie normy.

U dzieci we wczesnym dzieciństwie, w szczególności tych uczęszczających do żłobka, przedszkola czy mających rodzeństwo przedszkolne, normą jest nawet 12 infekcji dróg oddechowych na rok.

Jeśli większość z nich to łagodne, samoograniczające się infekcje górnych dróg oddechowych- traktujemy je jako zakres normy.

Zwróćmy uwagę na fakt, iż w okresie wiosenno-letnim częstość infekcji jest mniejsza, tak więc te akceptowalne 12 infekcji na rok może przypadać na okres jesienno-zimowy. Wtedy katar czy zapalenie gardła z częstotliwościa nawet co 2 tygodnie możemy traktować jako normę.

Oczywiście normy te dotyczą łagodnych infekcji dróg oddechowych, które w około 90% przypadków są wywoływane przez wirusy (a wśród nich rynowirusy, adenowirusy, koronawirusy, wirusy paragrypy, wirusy grypy i inne).

O ile nie są to nawracające zapalenia płuc, zatok, uszu czy układu kostnego i o ile nie wymagają częstych antybiotykoterapii- nie należy się obawiać żadnych zaburzeń odporności.

 

MW: Czy przed tymi przedszkolnymi wirusami da się jakoś uchronić? Czy można się na nie uodpornić, zadziałać profilaktycznie?

 

IB: Bardzo często zaniepokojeni rodzice pytają mnie- co na odporność? W aptekach półki uginają się od produktów wzmacniających odporność. Media promują cudowne działanie suplementów, syropów, tajemniczych wyciągów i witamin. Babcie robią syrop z cebuli i każą nacierać gęsim sadłem…można czuć sie zdezorientowanym.

W obliczu nawracających infekcji dziecka rodzice często szukają cudownego środka, który szybko uzdrowi i uchroni przed kolejnymi infekcjami. Niestety nie ma takiego preparatu.

Jednak możemy mieć wpływ na wzmocnienie odporności swojej i naszych dzieci.

Zawsze kiedy rozmawiam z zaniepokojonym rodzicem, którego dziecko często choruje w pierwszej kolejności pytam o następujace kwestie: ile godzin przesypia dziecko na dobę, czy systematycznie uprawia sport, jaką dietę spożywa, czy nie jest przeciążone stresem i obowiązkami, czy nie jest narażone na dym tytoniowy?

Są to kwestie rzekomo oczywiste, jednak bardzo często przez rodziców bagatelizowane, a mają ogromny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego.

Możemy też (nie tylko w okresie jesienno-zimowym) podawać dzieciom witaminę D. Jest to jedyna witamina, która w badaniach wykazała skuteczność w zmniejszaniu epizodów infekcji. Nie zaszkodzi też herbatka z lipy z miodem i imbirem. Nie zaszkodzi czosnek na kanapce:)

Warto też rozważyć jeden z dostępnych preparatów z beta-glukanem, colostrum bovinum czy szczepem probiotycznym Streptococcus salivarius. Rozważyć można wraz ze swoim pediatrą kurację nieswoistą szczepionką bakteryjną, czyli lizatem bakteryjnym. Niezależnie od powyższych zaleceń zawsze uczulam, by dopilnować szczepienia przeciwko pneumokokom oraz grypie sezonowej.

O wszystkich tych wskazówkach i zaleceniach piszę bardzo dokładnie w dwóch częściach mojego najnowszego artykułu na moim blogu www.dzieckoizdrowie.pl

Post ten zatytułowany jest: „Pani Doktor, co na odporność? cz. I” oraz „Pani Doktor, co na odporność? cz. II”. Zachęcam gorąco do poszerzenia lektury:)

 

 

MW: Przyjmijmy pesymistyczny scenariusz – nasze dziecko jednak dopadło jakieś paskudne przeziębienie – katar, kaszel, słabe samopoczucie. Od razu powinniśmy wybrać się do pediatry czy lepiej nie ryzykować kontaktu z dziećmi bardziej chorymi i zacząć od domowych metod?

 

IB: Jeśli nasze dziecko prezentuje klasyczne objawy przeziębienia, jest osłabione, ma katar i kaszel, jeśli nie gorączkuje wysoko- spróbujmy w pierwszej kolejności wdrożyć postępowanie domowe. Wypoczynek, spokój, leki przeciwgorączkowe w odpowiedniej dawce, odpowiednie nawadnianie, lekka dieta to podstawa leczenia każdego przeziębienia. Możemy wspomóc się rozgrzewającą herbatą z malinami czy lipą oraz miodem, który ponadto ma udowodnione działanie łagodzące nocny, suchy kaszel u dzieci.

Jeśli natomiast objawy chorobowe postępują gwałtownie lub nie ustępują w ciagu kilku dni, jeśli gorączka szybko narasta, kaszel jest gwałtowny i towarzyszy mu duszność, jeśli stan dziecka nas niepokoi lub po prostu nie wiemy co robić- zawsze bez wahania udajmy się do pediatry.

 

 

MW: Chory przedszkolak to zazwyczaj duże wyzwanie logistyczne dla rodziców, zwłaszcza tych, którzy nie mają dziadków czy niani do pomocy. Kusi więc żeby jak najszybciej przywrócić „normalność”. Kiedy po chorobie możemy wysłać dziecko do przedszkola – tak żeby nie ryzykować ani jego zdrowia, ani zdrowia innych przedszkolaków?

 

IB: Dziecko do przedszkola powinno wrócić w pełni sił i zdrowia, bez żadnych objawów infekcji. Wysyłajac chore dziecko do przedszkola narażamy inne dzieci na zarażenie. Szkodzimy też własnemu dziecku, które w chorobie powinno wypoczywać w warunkach ciszy i spokoju, bez nadmiernej aktywności czy hałasu. Jeśli mamy taką możliwość, pozostawmy dziecko w domu jeszcze conajmniej kilka dni po ustąpieniu wszystkich objawów infekcji, by je wzmocnić. Osłabiony po infekcji organizm z większą łatwością złapie kolejną infekcję, a tego przecież nie chcemy, prawda?

 

 

MW: Oprócz przedszkolaka mam w domu roczne bliźniaczki, które w czym jak w czym, ale w chorowaniu są pięknie zsynchronizowane… Czy można jakoś uchronić rodzeństwo chorego dziecka przed zarażeniem?

 

IB: Niestety to bardzo częsta sytuacja, kiedy wraz z przedszkolakami choruje ich rodzeństwo, które w tym czasie z racji wieku przebywa jeszcze w domu. By zminimalizować ryzyko przeniesienia infekcji, pamiętajmy zawsze o dokładnym myciu rąk po powrocie z przedszkola oraz jeśli to możliwe- o zmianie ubrania na świeże.

Chorego przedszkolaka trudno izolować w domu, jest to często nierealne. Co w tej sytuacji? Zadbajmy o zminimalizowanie kontaktu bezpośredniego, by uniemożliwić transmisję wirusów drogą kropelkową- nie całujemy sie, nie jemy wspólną łyżeczką, nie pijemy ze wspólnego kubka, nie kichamy w kierunku rodzeństwa, a jeśli to możliwe, w okresie ostrego kataru i kichania, kiedy to zakaźność jest największa- zakładamy choremu dziecku maseczkę (znam ogromnych zwolenników maseczek:) można je pokolorować i użyć je w formie zabawy).

Pamiętajmy, że nie każda infekcja przedszkolna musi przenieść się na niemowlę w domu. Odporność odmatczyna zazwyczaj chroni je przez kilka pierwszych miesiecy po porodzie. Ponadto jesli tylko to możliwe- zachęcam do karmienia niemowląt piersią. Wiele badań potwierdza, iż unikalny skład mleka mamy zapobiega infekcjom u dzieci, a jeśli już dziecko zachoruje- łagodzi objawy i skraca czas trwania infekcji. Niezależnie od tych zaleceń- pamiętajmy o realizacji programu szczepień ochronnych, które w duzej mierze chronią niemowlę przed potencjalnym groźnym zarażeniem przez przedszkolne rodzeństwo (ogromna ilość przedszkolaków jest bezobjawowymi nosicielami groźnych pneumokoków).

 

MW: Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 

 

***

Wywiad z pediatrą Izabelą Bachniak zamyka cykl „Matka w obliczu wyzwania: pierwsze dni w przedszkolu”.

 

Poprzednie wywiady znajdziesz tutaj:

 

 

 

 

 

Jeżeli chcesz być na bieżąco polub mój profil na Facebooku, a jeszcze lepiej zapisz się na newsletter. Jeżeli uważasz, że powyższy tekst jest wartościowy albo że może się komuś przydać śmiało lajkuj i udostępniaj!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *