Jako Matka życzę sobie…

 

Po raz pierwszy obchodzę Dzień Matki jako matka wielodzietna (i jako Matką Wielodzietna oczywiście też 😉). I tak sobie myślę, że im więcej dzieci, tym więcej można sobie życzyć 😁 Ciekawe tylko czy również więcej tych życzeń się spełni… no ale cóż – warto spróbować!

Z okazji Dnia Matki życzę sobie zatem:

  • Deszczu w nocy, a słońca w dzień

Nigdy nie przypuszczałam że moje życie będzie tak bardzo uzależnione od warunków atmosferycznych… niech się tylko trafi dzień kiedy od rana do wieczora leje i wieje i cały plan dnia nam się sypie. Dzieci niedospane, więc marudne. Dzieci marudne, więc dorośli zdenerwowani. Dzieci wyczuwaja, ze dorośli zdenerwowani i same się denerwują. I nie mogą zasnąć. Błędne koło…

Naprawdę rozumiem, dlaczego słońce było uważane za bóstwo!

Niemniej jednak rozumiem, że deszcz jest nam, żywym stworzeniom, niezbędny do przeżycia. Tylko błagam, w nocy…

  • Żeby doba miała 48 godzin…. przynajmniej raz na jakiś czas

Tutaj chyba nic więcej nie muszę tłumaczyć.

Ale gdyby jednak nie udało się przedłużyć doby (a muszę brać takie ryzyko pod uwagę, bo do tej pory jakoś nigdy się to życzenie nie spełniło…), to chciałbym się tak nauczyć zarządzać sobą w czasie, żeby mi te 24 H wystarczało. Nie tylko na dzieci i dom, ale też na siebie i dla siebie.

  • Żeby moja szklanka była zawsze (przynajmniej) do połowy pełna

Oczywiście szklanka kawy niech będzie pełna aż po brzegi. Ale jeśli już coś będzie nieidealne to bardzo chciałabym widzieć jednak to co jest, niż skupiać się na tym czego nie ma.

  • Żebym szukała sposobów a nie powodów

Jak ktoś chce to znajdzie sposób, jak ktoś nie chce – znajdzie powód. Precz z czarnowidztwem i wygodnictwem. Dzieci stawiają wyzwania i często niełatwo im sprostać, ale fajnie by było chociaż poprobować.

  • Żebym mniej mówiła, a więcej słuchała

Żebym mniej patrzyła, a więcej widziała. Żebym poznawała swoje dzieci: dostrzegała ich uczucia, uczyła się ich reakcji, wiedziała, co je uspokaja, a co może je wkurzyć.

  • Żebym nauczyła sie odpuszczać (sobie i innym), była nieperfekcyjna, ale szczęśliwa

Bo – wracając do punktu wyjścia – szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko. I nie mam tu na myśli matki doskonałej, ale matkę pogodzona z tym, że na wszystko, co ważne, jest odpowiedni czas i miejsce. A jesli na cos czasu nie wystarcza i swiat się mimo to nie kończy, to pewnie wcale tak bardzo wazne nie bylo. Trzeba tylko nauczyć się wybierać, co ja aktualnie czynię (tzn. uczę się).

Podsumowując, życzę szczęścia – sobie i Wam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *