Gry rodzicielskie, czyli co możesz robić dlatego, że masz dzieci

 

Kilka dni temu pisałam, jak to się w majówkę rozhulaliśmy. Na tapecie były m.in. gierki małżeńskie. Znacie tę grę? Jednym z zadań jest pisanie przez obydwoje małżonków swoich skojarzeń związanych z wylosowanym obrazkiem. I sprawdzanie czy kojarzą podobnie. Całkiem nieźle nam szło (do tego stopnia, że gdy na tapecie pojawił się uzbrojony po zęby umundurowany jegomość obydwoje pomyśleliśmy o pewnym znanym Antonim).
Niestety dobiegające z drugiego pokoju rozpaczliwe wołanie o jedzenie przerwało nam grę, kiedy do finiszu było jeszcze bardzo daleko. Pomyślałam więc, że może testy małżeńskie dokończymy już sobie w domu, na spokojnie. Tym razem sama wymyśliłam obrazek: dwoje rodziców, troje dzieci, wszyscy uśmiechnięci.

 

Ojciec wielodzietny niemal spadł z krzesła z radości, kiedy poprosiłam, żeby wymienił pięć rzeczy, które może robić dlatego, że ma dzieci. Na szczęście szybko doszedł do siebie, przemyślał sprawę i owe pięć rzeczy wymyślił. Ja w tym czasie zapisałam swoje skojarzenia.

CO MOŻESZ ROBIĆ DLATEGO, ŻE MASZ DZIECI?

 

 okiem MATKI WIELODZIETNEJ:

 

Bawić się na podłodze

Bez żadnego skrępowania czy troski o zasady sawuar wiwr możesz rozkładać się na podłodze nawet przy najbardziej statecznych gościach. Dla dzieci to przecież najbardziej rozwojowe środowisko. Czasem tylko z lekką konsternacją zauważacie, że dzieci dawno bawią się w drugim pokoju, a wy, dorośli, jakoś tak z przyzwyczajenia, dalej w parterze.

Śpiewać

Kołysanki, wyliczanki, piosenki z bajek i z jutuba. Cokolwiek, gdziekolwiek, kiedykolwiek, a najlepiej ciągle. Nawet jeżeli ktoś przez całe swoje życie żył w przeświadczeniu, że nie potrafi śpiewać. I nawet jeżeli to przeświadczenie nie było pozbawione podstaw.

Bałaganić

Możesz nie sprzątać bo nie masz czasu, bo nie masz siły, bo za chwilę będzie to samo. Bez względu na jego przyczynę, w rodzinach z małymi dziećmi bałagan jest jak najbardziej akceptowany (a im więcej dzieci, tym bardziej).

 Opalać się

Od jakichś trzech sezonów zauważam (zresztą nie tylko ja) że opalam się szybciej, mocniej i trwałej od moich bezdzietnych koleżanek i kolegów. Przypadek? Nie sądzę.

Spędzać romantyczne wieczory z mężem

No dobra, z tym romantyzmem to trochę przesadziłam. Ale od dnia, kiedy wróciliśmy do domu z czterodniowymi bliźniaczkami praktycznie wszystkie wieczory spędzamy wspólnie. Wspólnie karmimy, kąpiemy, usypiamy. I wspólnie padamy – chwilę po tym, kiedy ostatnia latorośl zamknie oczy. Bez zbędnych rozmów czy innych małżeńskich gierek. Ze świadomością, że przed nami jeszcze długa wspólna noc.

 

okiem OJCA WIELODZIETNEGO:

 

Siedzieć na podłodze przy gościach

Nie wiem jak to świadczy o naszej o rodzinie, że ten punkt pojawił się u nas zgodnie na pierwszym miejscu. Takie wygodne podłogi czy takie niewygodne fotele? Czy może my jacyś tacy nieucywilizowani?

Chodzić spać o dwudziestej

Dla nastolatka to obciach. Dla studenta hańba. Dla rodzica – luksus (które dzieci chodzą spać o dwudziestej…)

Nie oglądać TV przez miesiąc (a właściwie nawet dłużej)

Przy pierwszym dziecku nie oglądaliśmy telewizji w ciągu dnia, żeby mała nie oglądała. Dopiero wieczorem nadrabialiśmy. Teraz kiedy Aparatka ogląda bajki w dzień, maluchy też czasem „korzystają”. Ale właściwie telewizor jest u nas zazwyczaj wyłączony. Wieczorami służy jedynie do włączania białego szumu z YT. Odzwyczailiśmy się, że coś musi trajkotać w tle. I naprawdę jakoś tak się żyje spokojniej.

Bawić się zabawkami, oglądać bajki (i to nawet w czasie poważnych imprez)

Na przykład kupić sobie samochód zdalnie sterowany, żeby uczyć dziecko czworakowania. Albo zastygnąć z łyżeczką w połowie drogi pomiędzy miseczką a otwartymi ustami dziecka, bo akurat ważą się losy taty świnki ustanawiającego rekord skoku do kałuży (to taki przykład teoretyczny tylko).

A co najlepsze – wspomnianym wyżej przyjemnościom można się oddawać zawsze wtedy, kiedy dziecko ma na to ochotę, czyli właściwie zawsze. U cioci na imieninach też.

Wychodzić wcześniej z imprezy

Tutaj ojciec wielodzietny podkreślił, że to jest powód do radości dla mnie. Muszę przyznać, że od kiedy jest nas dużo, rzeczywiście łatwiej się wytłumaczyć dlaczego wpadliśmy tylko na momencik (3 godziny…). Łatwiej też wyciągnąć ojca z choćby najgorętszej duskusji. Dzięki temu nie tylko ja jestem spokojniejsza, ale i on… zdrowszy :p

 

Punktów miało być pięć, ale ojciec wielodzietny nie mógł nie wspomnieć jeszcze o jednej niezwykle istotnej sprawie. Ogromnej zalecie posiadania dużej rodziny. Można znowu zmienić samochód!

 

Szkoda, że nie jestem psychologiem, bo pewnie jakieś ciekawe wnioski można wyciągnąć z tej naszej gry. Poza tym, że wyszli z nas ludzie pierwotni, to jakoś mocno się nie zgadzamy. Ale przynajmniej, co do jednego żadne z nas nie ma wątpliwości – od kiedy mamy dzieci, możemy dużo więcej!

 

Ciekawa jestem co Wy zyskaliście, kiedy w Waszym życiu pojawiło się potomstwo! Czekam na komentarze pod tekstem i na fb:)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *